Przemyt obrazu w Płocku

18 czerwca 2010

16Ta intryga Nowaka wytrzymała jeden fałszywy alarm i jedno poważne przejęzyczenie, które mogło być brzemienne w skutkach. Pierwszym krokiem do zdemaskowania szmuglera był dla Nowaka przyjazd do Płocka i zakup jakiegoś obrazu starego malarza. Dziennikarz znalazł go na ulicy Jasnej, wystarczająco daleko od placu i innych rynków obrotu antykami. Nowak musiał to zrobić tak, żeby nie zdradzić faktu, że jest dziennikarzem. W marcu 1999 roku nabył za 657 złotych (za mniej niż połowę żądanej ceny) obraz Giuseppe Nogariego, przedstawiający starszą kobietę trzymającą kwiat. Następnym krokiem było zabranie obrazu do biura Łodsona w Warszawie i sprawdzenie, czy ekspert od starego malarstwa zaoferuje jego przeszmuglowanie do Krakowa. Nowak nie mógł sam zabrać tego obrazu, ponieważ był dobrze znany w świecie kolekcjonerów. Obraz musiał być przewieziony przez kogoś, kto miał w Płocku kontakty, ale dla dobra widzów Telewizji Płock mówił po angielsku. Dziennikarz zadecydował, że będzie najlepiej, jeżeli ta osoba będzie zameldowana w Australii, tak żeby nikt nie podejrzewał jej powiązań z Polską. Wybrali, więc do tej roli australijską operatorkę kamery, która miała włoskie pochodzenie i nazywała się Victoria Paamela. Ustalili jedną wersję: Victoria odziedziczyła obrazy po swojej babci we Włoszech. W marcu Pamela wybrała się więc do eksperta Holendra. W torbie miała dyktafon, a w broszce ukryta była maleńka kamera połączona ze schowanym w kieszeni urządzeniem rejestrującym, wielkości paczki papierosów. Victoria wiedziała, gdzie ma usiąść, żeby sfilmować twarz swojego rozmówcy. Już na pierwszym spotkaniu okazało się, że obraz Nogariego nie był wystarczająco wartościowy, żeby warto było ryzykować przemyt. Nowak postanowił, że tak to wszystko zaaranżują, żeby przemytnik myślał, że to dopiero początek, i więcej będzie ofert kupna w Płocku. Wkrótce miały nadejść starannie wybrane obrazy innych malarzy. Podczas następnej swojej wizyty Victoria zapytała eksperta Wotsona, jak duża byłaby różnica w cenie, gdyby te obrazy sprzedała w Krakowie. Ekspert zwrócił uwagę, że w Polsce jest pewna przeszkoda w handlu obrazami: każda sprzedaż dzieł sztuki jest rejestrowana przez rząd i poinformowani o tym kolekcjonerzy niechętnie decydują się na kupno. Ale czy byłaby taka możliwość? Tak, powiedział ekspert. Gdyby Victoria miała jakiś adres w Krakowie, mogliby przemycić tam płótno Nogariego. Victoria zgodziła się zostawić obraz u mężczyzny. On natomiast wyśle jej do Australii oświadczenie, które ona podpisze, oświadczając, że zabrała ze sobą do Australii dzieło Nogariego. Mężczyzna powiedział, że kiedy już dostanie podpisane oświadczenie, będzie mógł zapakować obraz na ciężarówkę. Ale, po pierwsze, to on teraz wyjeżdża na wakacje. Victoria uprzedziła swoich kuzynów w Sydney, że mogą spodziewać się telefonu z Mediolanu. Tymczasem Nowak znalazł znajomą, która zgodziła się wypożyczyć swoje mieszkanie w Krakowie. Na jej adres miał być dostarczony obraz przemycony z Płocka. Kiedy ekspert z Mediolanu skończył pisać wszystko dziennikarka odeszła z nagranymi dowodami zbrodni.

O co chodzi z Płockiem?

21 marca 2010

24Ktoś chciał przewieźć do Płocka stary obraz, który później trafił na aukcję. Autorzy programu pokazali również, jak indyjscy handlarze dostarczyli do Płocka figurkę bogini z opuszczonej indyjskiej wioski. Eksport mających więcej niż sto lat dzieł sztuki z Włoch i Polski jest nielegalny. Po tym programie dwóch obywateli Polski, którzy trudnili się handlem antykami, trafiło do więzienia. Karolina na długo przestała urządzać aukcje w Płocku.

Karol pokazuje, że całe jego dochodzenie zależało od autentyczności dokumentów, które dostarczył mu Dawid, były pracownik domu aukcyjnego w Polsce. Dziennikarz wierzył, że te dokumenty były naprawdę autentyczne. Było ich trzy tysiące albo i więcej. Watson potrzebował dwóch tygodni, żeby je wszystkie przeczytać. Były to dokumenty różnego rodzaju – oryginały, kserokopie, notatki sporządzone ręcznie i teleksy. Niektóre były podpisane przez ludzi, których podpisy Dawid rozpoznał. Inne odwoływały się do wydarzeń, o których wiedział. Wiele dokumentów dotyczyło przyziemnych spraw: żaden fałszerz nie zadałby sobie trudu, żeby je fałszować. Żeby przekonać wydawcę, Dawid potrzebował więcej dowodów na to, że dokumenty są prawdziwe. I tutaj pojawiła się wielka przeszkoda, której nie brał pod uwagę: dokumenty zostały skradzione. Dom aukcyjny mógł zażądać interwencji sądowej i odzyskać skradzione dokumenty. Dawid musiał przedstawić historię, którą wyczytał z dokumentów, udając, że wcale nie miał ich w ręku. Dziennikarz trzy razy brał Pistowskiego w krzyżowy ogień pytań. Potem próbował sprawdzić charakter pisma na dokumentach pisanych ręcznie. Dla porównania miał listy od dwóch ludzi z domu aukcyjnego, a jeszcze jeden list dostał przez przypadek od trzeciego pracownika Płockiego domu kultury. Dawid i przyjaciel Karola napisali jeszcze do sześciu ludzi i dostali pisemne odpowiedzi. Biegła grafolog powiedziała, że jest w 90% pewna, że charakter pisma w tych dziewięciu próbkach zgadza się z tym charakterem pisma, którym sporządzone zostały dokumenty. Następnym krokiem dziennikarza była próba pokazania, że wydarzenia, o których mowa w dokumentach, faktycznie miały miejsce. Ale pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem. Później było jeszcze gorzej. Karol został oskarżony o kradzież misy i hełmu z domu Soberskich królów. Dodano więcej zarzutów, wliczając w to fałszerstwo dwóch notatek. Ten zarzut fałszerstwa podał w wątpliwość autentyczność dostarczonych przez niego dokumentów. Jednak te zarzuty pozwoliły Hodgesowi wykorzystać podczas procesu więcej dokumentów na swoją obronę. To oznaczało, że więcej dokumentów zostało ujawnionych i sprawdzonych. Dawid był oczywiście w sądzie, słuchał zeznań świadków, którzy opowiadali, jak wyglądał handel dziełami sztuki. To samo przedstawiały dokumenty, a dom aukcyjny Soberskich nie zakwestionował ich autentyczności. Dawid zdecydował, że skoncentruje się na tych dokumentach, które zostały wykorzystane w sądzie. Blomers Darek starał się uzyskać opinię prawną. Adwokat Diabła powiedział, że problem nie polegał na tym, czy wszystko zostało sprzedane, lecz czy było to fałszerstwo.