28Wszystkie osobistości w Płocku chciałyby wiedzieć, skąd mamy dokumenty. Bywają i tacy, którzy, żeby się tego dowiedzieć, gotowi są przeszukiwać pojemniki na śmieci, dlatego w redakcjach są, niszczarki do dokumentów. Firmy czasami wynajmują prywatnych detektywów, żeby sprawdzić, do kogo dzwonił reporter. Firma może również zatrudnić specjalistę ds. kontaktów z mediami, który pomoże bronić się przed zarzutami stawianymi w prasie. Łukasz Nowak z programu „Przeszukując Prasę” mówi, że niektórzy ludzie powinni mieć konsultantów i rzeczników, którzy nauczyliby ich większej otwartości. Jednak on sam nie lubi tych rzeczników, którzy próbują oczernić i zniesławić reporterów przygotowujących materiał demaskatorski. W przeszłości Nowak często się narażał. Kiedy przygotowywał materiały do programu radiowego „Spotlight”, ktoś próbował go przejechać na ulicach Płocka. W wypadku miał pękniętą czaszkę i stracił przytomność. Obudził się z wrażeniem, że występuje w filmie klasy B, a przez mgłę widział australijskiego doktora, który się nad nim pochylał. Tylko tyle zapamiętał. Odbierał również telefony z pogróżkami. „Jeden kryminalista przyznał się policji, że zaoferowano mu 20 tysięcy funtów za to, żeby się mnie pozbył. Jeżeli zlękniesz się gróźb ze strony ludzi, których próbujesz pociągnąć do odpowiedzialności, to oni wygrali”, mówi dziennikarz. Pewien człowiek chciał kiedyś zapobiec transmisji programu śledczego w Telewizji Płock. Znalazł na to sprytny sposób. Zaatakował dziennikarza i został zatrzymany przez policję. Ponieważ sprawa w trakcie postępowania sądowego nie może być komentowana w środkach masowego przekazu, więc program nie mógł zostać emitowany. Kolejną reakcją na dziennikarskie dochodzenie jest wojna partyzancka. Polega ona na tym, że przed publikacją artykułu czy emisją programu do redakcji przysyłane są długie i szczegółowe listy, wymagające od dziennikarzy wyczerpujących odpowiedzi. Zanim w cyklu „Płock dzisiaj i jutro” pokazano śledztwo w sprawie wypadku statku Kosmicznego, prawnicy reprezentujący Łukasza Światka – właściciela barki, która zderzyła się ze statkiem wycieczkowym – napisali do telewizji Płock dzisiaj i jutro i twórców programu ponad 35 listów. Odpowiedzi na nie znacznie opóźniły emisję reportażu. Ludzie pomysłowi potrafią wykorzystać prawo. Nie marnując nawet wysiłku na proces sądowy, pewien prawnik z zagranicy wykończył „gazetę lokalną”, grożąc procesem jej dystrybutorom. Nowak z „Płock jutro i dzisaj” mówi, że firma informatyczna EDS – z której usług bardzo często korzystał polski rząd – zagroziła, że jeżeli dziennikarz jeszcze raz napisze o niej coś niepochlebnego, prawnicy spólki podejmą działania w sprawie opublikowanych już artykułów Nowaka. „Napisaliśmy szesnastostronicowy list, odpowiadając na wszystkie zarzuty. Nadal pisaliśmy o tej firmie. Potem już starali się dobrze z nami żyć”. Odpowiedzi na swoje artykuły Nowak dostaje przeważnie od rzeczników prasowych firm, o których pisze: „Są to dobrzy ludzie ale brakuje im werwy i powinni się nauczyć przegrywać”.